[Wstecz] [Strona Główna]

Walter Rea "Niewinne kłamstwo"
[Autor: Walter T.Rea] [The White Lie]
Tytuł oryginału: "THE WHITE LIE"
Wydawnictwo "Duch Czasów" Bielsko Biała 1992.
(Bielsko Biała, ul. Cieszyńska 96)
http://www.kchds.pl

Całość w wersji pdf do pobrania tutaj.

OD WYDAWCY
PRZEDMOWA
WSTĘP

OD WYDAWCY:

Wszędzie tam, gdzie ludzie angażują się bez reszty w sprawy, którymi się zajmują i dla których żyją, emocje odgrywają olbrzymią rolę. I chociaż w chrześcijaństwie - zwłaszcza współcześnie - podkreśla się i słusznie, potrzebę zapanowania nad emocjami i chłodnej racjonalnej oceny każdego zjawiska, wydarzenia, czy postaci, to z uwagą - acz bez nadmiernej pobłażliwości - należy także wysłuchać tych ludzi, którzy nie potrafili poskromić uczuć, jakimi były przepełnione ich serca w momentach ważnych przełomów.

Tę uwagę podnosimy nie bez przyczyny. Książka adwentystycznego pastora i publicysty, Waltera T. Rea pełna jest emocji. Autor bywa gwałtowny i wielokrotnie daje upust namiętności, która go przepełnia. Można mu mieć za złe wiele z przejawionych reakcji i sformułowań, gdyż kilkakrotnie przekracza granice, do których - zda się - chrześcijanin nie powinien się nawet za bardzo zbliżać. Bez wątpienia jednak w jego przypadku spełniła się zasada, w myśl której miara reakcji negatywnej jest miarą wcześniejszego zaufania, zaangażowania i poparcia dla idei, w które wierzył; dla zasad wiary, jakie wyznawał z pełnym przekonaniem; dla społeczności wyznaniowej, którą uznawał za jedyną w swoim rodzaju - prawdziwą, opierającą się na prawdzie i prawdę zwiastującą. Pamiętajmy o tym podczas lektury.

Rekompensatą jest treść. Jesteśmy przekonani, że wyrobiony Czytelnik umiejętnie oddzieli emocje od przekazanych na kolejnych stronicach książki faktów i wniosków. Z pożytkiem dla siebie samego - swej wiary, warunków i zasad wzrostu duchowego i w końcu swego zbawienia.

W y d a w c y

PRZEDMOWA

W połowie XIX wieku Ellen Gould White rozpoczęła działalność, która dała jej pozycję uznanej osobistości Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. Ponad sto lat później, w latach siedemdziesiątych XX w., jeden z jej długoletnich entuzjastów zaczął ujawniać wyniki swoich dociekań, które poddawały w wątpliwość oficjalne stanowisko kościoła wobec Ellen White.

Książka ta napisana przez mojego przyjaciela i niegdyś przez dziesięć lat pastora, jest owocem jego własnych usilnych starań, aby znaleźć odpowiedzi na pytania dotyczące tej kobiety, która pozostaje autorytetem adwentystów przez ponad sześćdziesiąt lat od jej śmierci.

Jak większość adwentystów kształconych w kościelnym systemie oświatowym, Walter T. Rea uczył się, że szczególnemu darowi duchowemu Ellen White, darowi proroctwa, towarzyszą pewne niezwykłe zjawiska fizyczne, tradycyjnie uznawane za efekt działania sił nadprzyrodzonych. Co istotniejsze w obecnej sprawie, oficjalna doktryna adwentystyczna utrzymuje, że bez bezpośredniego przewodnictwa Duch Świętego ta niewykształcona kobieta nie mogłaby napisać tak wielkiej ilości materiałów publikowanych pod jej nazwiskiem, ani też, zważywszy jej szczególną sytuację, osiągnąć takiego stopnia biegłości literackiej, jaki się jej często przypisuje. Kościół naucza, że zarówno ilość, jak i jakość oryginalnego materiału publikowanego pod nazwiskiem Ellen White, przekracza ludzkie możliwości.

"THE WHITE LIE" ujawnia porcję dowodów zebranych przez Waltera Rea na to, że wiele z tego, co na temat pism Ellen White mówiono kilku pokoleniom, jest po prostu nieprawdą, lub co najmniej ogromną przesadą. Wiadomo, że miała ona dostęp do książek wielu jej współczesnych i wcześniejszych autorów. Wiele z nich, znajdujących się w prywatnym zbiorze do jej śmierci w 1915 r., zostało wciągniętych do inwentarza i było dostępnych dla personelu White Estate.

Rea przedstawia wybrane fragmenty prac kilku autorów, zestawia je w kolumnach równolegle z pracami Ellen White na ten sam temat. Samo tylko porównanie obala podstawowe założenie o jej oryginalności jako autorki, a pokazuje bardzo ludzki sposób tworzenia - parafrazowanie i kompilację.

Walter Rea nie jest nieśmiałym uczniem, nie używa dwuznaczników. Zdecydowanie stawia zarzut, że przejście od Sola Scriptura do uznawania autorytetu jakiejkolwiek osoby ludzkiej w kwestii doktryny i postępowania człowieka, przynosi ogromne szkody. Używając żywego i czasami szokującego języka Walter Rea pisze tak, jak mówi, ostrym tonem kaznodziei z epoki ognia piekielnego i siarki, a nie chłodnym, eufemistycznym językiem pokolenia elektronicznego.

W doborze języka ukrywa się udręka osobistych przejść przez dolinę rozczarowania i rozpaczy, wynik rozbieżności między tym, czego system uczył go o Ellen, a tym, co sam odkrył poprzez własne studia.

Jak gdyby znużony gromadzeniem kolejnych dowodów tego, co nazwano eufemistycznie "literacką zależnością" Ellen White, w "THE WHITE LIE" autor przenosi nacisk z prac przypisywanych Ellen White na wykorzystywanie ich przez władze kościelne do osiągnięcia celów, których ona mogła być świadoma lub nie.

I właśnie w prezentacji tego "nad-wykorzystywania" Rea używa najbardziej emocjonalnego i obrazowego języka. Atakuje zarówno obrońców, jak i przeciwników, ruszając z twardego gruntu swoich dociekań na blanki administracji kościelnej. Nie wystarcza mu tylko docinek, czy drobna potyczka. Tam gdzie zauważa błąd kierujących /chociażby afera Davenporta/, przystępuje do frontalnego ataku, który łączy własną dobrze udokumentowaną siłę "literackiej niezależności" z hipotezą o rządzeniu kościołem, trochę przypominającym: "The organization Man" Wiliam'a H. Whyte, lecz w scenerii kościelnej.

Tak czyniąc daje obraz wykorzystywania władzy duchownej, nie często zauważany przez konserwatywnych adwentystów.

Jego rozmyślnie surowe sądy mają zmusić czytelnika do zauważenia i emocjonalnego reagowania na praktyki, których jego zdaniem nie wolno tolerować. Można się zastanawiać, czy po latach autor złagodzi swoje co bardziej surowe sądy. Nieważne. Czytanie tej jeremiady, czy raczej dżihady może być pożyteczne, pomimo - a może właśnie z powodu - jej nadmiernej ostrości sądów.

Książka mogłaby sprowokować legalne, zasadnicze dochodzenie. Dochodzenie prowadzone przez osoby świeckie nie będące pracownikami kościoła, przez osoby będące pracownikami, przez samych duchownych i oczywiście przez administrację. Mogłaby pobudzić do twórczego myślenia wszystkich szukających prawdy, wszystkich pragnących iść za nią, niezależnie od tego, gdzie może prowadzić - i jak męczące może być to przeżycie, jak sprzecznym faktom trzeba stawić czoła i jak oburzającym praktykom położyć kres. Takie odważne otwarcie umysłów i serc może wyjść wszystkim na dobre.

Każda organizacja powinna być poddawana okresowym kontrolom. Każda instytucja, także kościół - powinna się sobie systematycznie bacznie przyglądać.

Jakże inaczej może się stale odradzać? Prawda może przetrwać i mieć szansę rozkwitu jedynie tam, gdzie taka baczna kontrola poglądów i postępowania jest mile widziana.

Dobrej sprawie posłużymy, jeżeli potrafimy w sobie znaleźć odwagę, uczciwość i chęć uczestniczenia w gruntownym badaniu ludzkich serc i umysłów. Tą drogą możemy więcej zrozumieć i uczynić krok na drodze do wzajemnego szacunku. Taki proces mógłby pobudzić osoby świeckie do uczestnictwa nie tylko w "instytucjach", które uważa się za "kościół", ale - co dużo ważniejsze - w kapłaństwie wszystkich wiernych Ewangelii Jezusa, w Jego Kościele.
Nic nie sprawiłoby większej radości Walterowi Rea!

JERRY WILEY
Dziekan i Profesor Prawa Uniwersytetu
Południowej Karoliny

WSTĘP

Gorącym zwolennikiem Ellen G. White i jej pism zostałem już we wczesnej młodości, prawie odkąd pierwszy raz o niej usłyszałem. Uczyłem się pisać na maszynie, przepisując fragmenty z jej książki "Messages to Young People" /Posłanie do Młodzieży/. Kiedy byłem w szkole średniej często chodziłem po internacie, zbierając od kolegów cytaty z Ellen White, które zamierzałem wykorzystać przygotowując się do pracy duszpasterskiej w Kościele Adwentystów Dnia Siódmego. Wtedy właśnie przyszedł mi do głowy pomysł przygotowania komentarza adwentystycznego przez zebranie z pism Ellen White wszystkich stwierdzeń odnoszących się do każdej księgi Biblii, każdej doktryny i każdej postaci biblijnej.

W początkach pracy duszpasterskiej /którą rozpocząłem w drugiej połowie lat czterdziestych w środkowej Kalifornii/ zebrałem dwa tomy biografii biblijnych Starego i Nowego Testamentu, włączając do każdej pozycji stosowne cytaty z pism Ellen White. Niektóre wybitne osobistości kościelne zachęcały mnie do tego przedsięwzięcia i twierdziły, że Ellen G. White Estate1 zechce opublikować moje prace dla klubu książki, który kościół wtedy prowadził. Po długotrwałej korespondencji zdałem sobie sprawę, że byłem naiwny i że White Estate nie ma najmniejszego zamiaru współpracować w taki sposób z kimkolwiek, kto wkracza na ich prywatne poletko. Dali mi to wyraźnie do zrozumienia, że ta "niebiańska koncesja" do nich należy i każdy wchodzący na ich terytorium spotka się z dezaprobatą.

Opublikowałem jednak dwa tomy biografii biblijnych i trzeci tom o księgach Daniela i Objawienia, wszystko w oparciu o pisma Ellen White i wkrótce książki te sprzedawano w większości księgarń adwentystycznych i wykorzystywano w wielu adwentystycznych szkołach Ameryki Północnej.

Ludziom z White Estate nie bardzo się to podobało i wystąpili z tym do mojego zjednoczenia i przewodniczących lokalnych Konferencji. Po wielu przepychankach zgodzono się, że książki te można sprzedawać o ile zachowa się niewielki obieg - jako że uznali, iż moje tomy i tak nie zyskają szerszej akceptacji. Jednakże w ciągu następnych lat sprzedano ich dziesiątki tysięcy. Pracując nad tomem czwartym /cytaty z Ellen Whie o doktrynach biblijnych/ natknąłem się na coś interesującego w Orlando, Floryda, gdzie byłem pastorem Zboru Kress Memorial, nazwanego tak dla uczczenie Dr Daniela H. i Lauretty E. Kress, znanych pionierów adwentystycznej służby zdrowia. Rodzina Kressów dała mi starą książkę Ellen White, "Sketches from the Life of Paul" /Szkice z życia Pawła/, opublikowaną w roku 1883, ale nigdy nie wznawianą.

Kiedy pokazałem tę książkę jednemu z wiernych, powiedział mi, że kłopot z nią polega na tym, że jest zbyt podobna do innej, napisanej nie przez Ellen White i że nie była nigdy wznawiana z powodu bliskich podobieństw. Będąc człowiekiem dociekliwym dokonałem studiów porównawczych i odkryłem, że uwagi krytyczne do pewnego stopnia wydają się być uzasadnione2.

Później, kiedy przeniosłem się do Kalifornii, do wiernych w moim zborze należała rodzina P Magan Wellesley, także znanych pionierów adwentyzmu. Po śmierci Lilian E. Megan, wdowy po ojcu Wellesley'a otrzymałem z bilioteki Maganów książkę "Elisha the Prophet" /Prorok Elizeusz/, Alfreda Edersheima 3. Przed kartą tytułową widniał podpis Ellen White. Jko, że stale korzystałem uprzednio z książek Ellen white, znałem je już tak dobrze, że szybko rozpoznałem podobieństwa w sformułowaniach i toku myśli - w miarę jak czytałem książkę Edersheima.

Jeszcze później, kiedy przygotowywałem pracę doktorską na Uniwersytecie Południowej Kalifornii, doznałem wstrząsu natknąwszy się na siedmiotomową pracę tego samego Edersheim'a o historii Starego Testamentu 4. Tym razem stwierdziłem, że w tomach od pierwszego do czwartego tytuły rozdziałów, podtytuły i nagłówki stron są podobne, a wielokrotnie prawie identyczne jak tytuły rozdziałów w książce Ellen White "Patriarchowie i prorocy" /1890/. Dokładniejsze studia upewniły mnie, że pani White hojnie korzystała z dzieł Edersheim'a. Odkryłem ponadto, że Edersheim napisał także nowotestamentową historię życia Jezusa i tu też znalazłem podobieństwa z "Życiem Jezusa" pani White5.

Wtedy te odkrycia były dla mnie niepokojące, lecz nie trwożyły mnie zbytnio, ponieważ White Estate w Waszyngtonie zawsze wydawał się mieć wytłumaczenie dla "zapożyczeń" Ellen White. Dopiero gdy Bruce Weaver, młody seminarzysta z Adwentystycznego Uniwersytetu Andrews w Michigan, odkrył nieoznakowaną kartotekę moich prac /w powielarni bibliotecznej White Estate/, sprawy zaczęły przybierać tajemniczy obrót. White Estate oskarżył Bruce'a o kradzież materiałów z biblioteki, chociaż on je jedynie skopiował i zwrócił. Ostatecznie Bruce został wyrzucony z seminarium i z duszpasterstwa - ale przedtem odegrał w tym dramacie znaczącą rolę.

W mojej kartotece znalazły się nie tylko same materiały i uwagi krytyczne o nich, ale także kopie wewnętrznej korespondencji White Estate, autorstwa Roberta W. Olsena i Artura L. White, ujawniającej zaniepokojenie tych osób z waszyntońskiego urzędu tym, że Bruce odkrył materiały, które wysyłałem im na dowód tego, że Ellen White odpisywała. Obaj sugerowali, że trzeba rozwiązać "kwestię Waltera Rea".

Najbliższe lata pokazały, że przyjęli metodę Artura White, polegającą w zasadzie na "murowaniu" sprawy i stosowaniu możliwie najwięcej presji i wykrętów.

Olson rozpoczął energiczną próbę osłabienia poruszenia, które moje odkrycia zaczęły wywoływać, jako że ludzie z różnych rejonów Ameryki Północnej dopytywali się o wyniki moich badań. Podczas wykładu Olsona w styczniu 1979 r. na Uniwersytecie Loma Linda w Kalifornii, ktoś z sali zapytał o zapożyczenie pani White z publikowanych źródeł. Odpowiedź Olsona sprowadzała się do tego, że problem nie istnieje, że wszystkie jej pisma są oryginalne. Dodał następnie, że jakiś pastor z południowej Klaifornii robi dużo szumu wokół sprawy jakoby zapożyczonego materiału do książki "Życie Jesusa", ale w tych pogłoskach nie ma źdźbła prawdy.

Najłagodniej mówiąc byłem po tym spotkaniu wstrząśnięty. Już wtedy byłem w posiadaniu kilku listów od tego samego Olsona, zachęcających mnie do dalszego przesyłania materiałów porównawczych dzieł Ellen White i jej współczesnych. Ponadto, krótko przedtem był w Kalifornii i rozmawiał ze mną osobiście. Zwrócił się do mnie z prośbą, abym nie publikował wyników mojej pracy zanim White Estate nie dokona szczegółowego przeglądu materiałów. Przystałem na tę prośbę, a on fakt uzgodnienia odnotował w późniejszym liście, będącym w moim posiadaniu.

Tak więc teraz wiedziałem, że albo Robert Olson ma bardzo krótką pamięć, albo ucieka się do "niewinnego" kłamstwa. W każdym bądź razie było oczywiste, że ludzie w White Estate wiedzą dużo więcej niż mówią.

Kartoteka z White Estate wspominała o książce Williama Hanny, "The Life of Christ"6 /Życie Chrystusa/. Dlatego już następnego dnia po spotkaniu w Laoma Linda miałem tę książkę. Od tego czasu dowiedziałem się więcej niż kiedykolwiek wiedzieć chciałem.

"Spectrum", pismo publikowane niezależnie przez Associates of Adventist Forums /Stowarzyszenie Forów Adwentowych/, przedstawiło relację ze spotkania w Glendale, Kalifornia, w styczniu 1980 r.

Zebranie zwołał przewodniczący Generalnej Konferencji Neal C. Wilson na mój wniosek, aby rozważyć kwestie zobowiązań autorskich Ellen White. Osiemnastu obecnych tam przedstawicieli kościoła pochodzących z wyboru oficjalnie stwierdziło, że rozmiary moich odkryć są niepokojące, ale że badania należy kontynuować przy dodatkowej pomocy7.

Później również "Spectrum" doniosło o mojej dymisji z kościoła8 /po trzydziestu sześciu latach służby/, głównie z powodu artykułu napisanego przez Johna Darta i opublikowanego przez "Los Angeles Times"9. Nikt z wyrzucającego mnie gremium nigdy nie rozmawiał z Dartem. Nikt nie widział materiału na którym opierał się autor artykułu. Trzeba było kogoś ukarać, `żeby inni trzymali się szeregu, a kościół Adwentystów Dnia Siódmego i Ellen White zostali uniewinnieni od wszelkich złych uczynków.

W świetle tego, co zaobserwowałem, przeżyłem i poznałem, uznałem za właściwe i konieczne przekazać wyniki moich studiów przyszłym pokoleniom. Te pokolenia będą chciały znać prawdę o tym, co odgrzebano z przeszłości. Będzie to część tego, co wezmą pod rozwagę we własnych sądach i doświadczeniach religijnych.

Mimo, że wiele osób mi to odradzało, wybrałem dla swojej książki tytuł "THE WHITE LIE". Nie odnoszę tego wyrażenia tylko i oddzielnie do Ellen White. Kiedy ktokolwiek z nas udziela zgody lub wsparcia w uwiecznianiu mitu /w całości lub części/ o kimkolwiek lub czymkolwiek, to staje się przez to współwinnym "niewinnego kłamstwa".

Przesłaniem tej książki jest ukazanie nam wszystkim, że często istotnie utrzymujemy jakąś legendę.

Najgorsze z kłamstw to te, które mówi się w religii, ponieważ sposób ich mówienia implikuje, że mają aprobatę Bożą i dlatego są dla naszego dobra. Tym gorliwym osobom, które lansują legendę w imię Boże, nie przychodzi zwykle do głowy, że to dobro może stać się i staje się: szkodliwe, niesprawiedliwe, a nawet złe.

W swojej pracy zająłem się nie tylko samymi faktami, ale także ich oddziaływaniem w kościele i w nas samych, tak jak to oddziaływanie widzę. Mam nadzieję, że będzie to lekcja dla tych, którzy być może takich lekcji potrzebują.

Wiele jeszcze studiów wymaga kwestia, dlaczego niektórzy z nas przyjmują tyle od innych. Jakiż sygnał głęboko w nas każe nam reagować tak posłusznie na niepewne informacje - tak, że czynimy z nich "prawdę" i pozwalamy rządzić naszym myśleniem i życiem?

Na tym etapie moich rozważań, jeśli trzeba określić winę, to muszę dużą jej część przyjąć na siebie za to, że byłem łatwowierny i bez należytych własnych studiów przyjąłem to, co przedstawiono mi jako "prawdę", a co w istocie zawiera wiele nieprawdy, która odwraca nas od tego, czym powinniśmy się przede wszystkim zajmować. Żałuję, że czas nie pozwoli mi dokonać korekty niektórych mylnych informacji, które "kupiłem" i przekazałem innym jako niewinne kłamstwa. Każda instytucja, każda zbiorowość, każdy system - czy polityczny, gospodarczy, społeczny, czy religijny - musi mieć swojego "świętego patrona". Tym "świętym" może być założyciel, dobroczyńca, charyzmatyczny przywódca, czy od dawna nieżyjąca postać mistyczna. Niezależnie od charakteru czy czasu pochodzenia, patrona czci się nawet jeżeli był wampirem; kanonizuje się, nawet jeżeli był oszustem; czyni się świętym, nawet jeżeli był znanym grzesznikiem.

Jest coś w umyśle ludzkim, co dąży do kształtowania tworów nierealnych - do wyobrażania sobie czy udawania, że coś istnieje, nawet jeżeli jest to wbrew wszelkiej logice. Niewidzialne uznajemy za wizję, omylne nazywamy doskonałością, iluzorycznie przyjmujemy za autorytatywne. Wiele studiów poświęcono temu, dlaczego chcemy uwierzyć i w istocie musimy wierzyć w "dopuszczalne kłamstwo". Dla mojego obecnego wywodu wystarczy powiedzieć, że tak czynimy - i wydaje się, że musimy tak czynić. Bo jeżeli odrzucimy obecną fantazję, to prawdopodobnie znajdziemy lub wymyślimy inną, starając się unikać stawienia czoła rzeczywistości.

Ci, którzy sprzedają znachorskie leki fantastów, są super-handlarzami ludzkiej psychiki. To oni sterują, manewrują i modelują sumienia tych, których chcą przekonać. Zawsze i wszędzie byli szarlatani, którzy skutecznie wmawiali pospólstwu, że król jest ubrany w niewidzialne szaty i że ci, którzy przyjdą do nich po radę i naukę /oczywiście za stosowną opłatą/ będą wśród tych nielicznych, którzy widzą to, czego zobaczyć nie można.

Elementem koniecznym, każdej bez wyjątku oszukańczej gry jest kłamstwo, drobiazg trochę mijający się z prawdą, który wielokrotnie powtarzany, z czasem i we właściwych warunkach, urasta do ogromnej mistyfikacji.

Superhandlarze stosują kilka absolutnie niezbędnych technik. Składają się na nie: pomniejszanie ludzkich cech tego, który ma być czczony, podnoszenie jego cnót do stopnia nadprzyrodzonego, blokowanie dostępu do wiarygodnych materiałów źródłowych i znaczących faktów przeszłych, wykorzystywanie skłonności do wiary w przesądy /czy przynajmniej łatwowierności/ - i upływu czasu.

Słownik Webstera podaje, że "white lie" to jest drobne kłamstwo, mówione z grzeczności, sympatii - wybaczalne, nieszkodliwe...

Fakt, że Ellen White dokonała zapożyczeń czy popełniła plagiat, został udokumentowany i przyjęty do wiadomości przez uznanych przedstawicieli Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. Ale informację ujawniającą rozmiary zjawiska ukrywano świadomie przed niewtajemniczonymi, dopóki niezależni badacze nie zaczęli tych faktów ujawniać.

Z tych odkryć wyłaniają się nowe problemy, z którymi jeszcze nie spotkali się adwentyści, włącznie z ich aktualnymi przywódcami.
Na przykład:

  1. Dlaczego Ellen zmieniała większość, jeżeli nie wszystkie rozważania i przypuszczenia autorów wykorzystywanych prac na stwierdzenia arbitralne tak, że powstałe dzieło robiło wrażenie, że była ona zawsze obecna na miejscu akcji w jakiejś "wizjonerskiej" postaci kiedy oczywiste jest, że jej tam nie było?
  2. Jak przypisy i teksty biblijne, które przepisywała od innych jako materiał uzupełniający, odpowiadają kryteriom ustalonym dla natchnienia?
  3. Jak nadmierne i niewłaściwe wykorzystywanie materiałów należących do innych na tak szeroką skalę jak to miało miejsce, pasuje do etyki tak jej czasów, jak i naszych?
  4. Zważywszy, iż rozmiar "zapożyczeń" jest taki, że poza ludzką możliwością Ellen było zrobienie tego samodzielnie, to którym z jej pomocników należy przypisać jej "natchnienie"?
  5. Z czyim autorytetem mamy teraz do czynienia?

Musimy przyznać, że od początku ruchu roku 1844 Ellen White jest przez bardzo wielu ludzi uznawana za główny autorytet adwentyzmu.

Musi się teraz znaleźć miejsce na korektę w poglądach /a dla wielu - w życiu/ na poziomie innym niż w przeszłości. Może to być bardzo przygnębiające. Każdy będzie musiał sam osądzić, czy sytuacja, w jakiej się teraz kościół znajduje, pasuje do naszej definicji niewinnego kłamstwa i czy to kłamstwo okazało się nieszkodliwe dla sposobu myślenia jednostki, jej osobistego systemu wartości i doświadczenia życiowego.

Zrozumieć, przynajmniej w niewielkim stopniu, w jaki sposób ludzie przybywają do miejsca, w którym są, można jedynie wtedy, gdy uwzględni się to, gdzie wcześniej byli, jacy to handlarze sprzedali im tę podróż i co ich do niej skłoniło. Nie można tych wszystkich aspektów mierzyć jedną miarą. Ale spróbujmy pokazać, jakie to okoliczności tworzą "prawdziwego wyznawcę", jakiego to rodzaju towary sprzedają superhandlarze i co się dzieje z tymi, którzy je kupują.

Książki takie, jak "The Status Seekers", "The Permissible Lie" i "The True Believer",10 wskazują na powiązania różnych dziedzin - ekonomicznej, społecznej i religijnej. We wszystkich tych dziedzinach handlarze sprzedają swoje wyroby przy pomocy niewinnego kłamstwa.

Mimo, że handlarze idei społecznych i ekonomicznych twierdzą, że interesuje ich nasza teraźniejszość, to naprawdę bardziej ich interesuje ich przyszłość; handlarze psychiki z kolei twierdzą, że interesuje ich nasza przyszłość, podczas gdy w rzeczywistości interesuje ich ich teraźniejszość. Sprzedają niewinne kłamstwa w takich rozmiarach i kształtach, jakie tylko ich zdaniem ludzie kupią. Adwentyści znają i wskazują na te realia w innych systemach, ale wierzą, że ich własny system jest "inny" i dlatego lepszy. trudno znaleźć prace naukowe, które by tę wiarę potwierdzały lub obalały.

Większość ludzi akceptuje fakt, że zostało niewielu, jeżeli w ogóle, świętych ludzi sprzedających towary w dziedzinie społecznej, ekonomicznej czy politycznej. Trudniej im dojrzeć, czy uznać, że podobnie jest niewielu, jeżeli w ogóle, świętych w religii. Nie ma świętych ludzi, dopóki ich sami nie stworzymy naszymi własnymi pobożnymi życzeniami. Ponieważ ten element pozotwórczy jest zawsze w nas, to superhandlarzom religii łatwo wniknąć w nasze sumienia i zawładnąć umysłami i czynami. Wielu było takich, którzy sprzedawali się światu jako święci, oferując zbawienie w przyszłości - podczas gdy w rzeczywistości byli to tylko superhandlarze, którzy wpajając winę i strach oraz naginając do swojej woli tych, którzy za nimi poszli, okradali ich ze swobody myślenia.

W miarę czytania pamiętaj, że ktoś sprzedał ci ideę, iż to w co to głęboko wierzysz, jest "unikalne" i ma autorytet od Boga, najwyższego sądu apelacyjnego; że jesteś "inny" ze względu na ten autorytet; i że będziesz zbawiony, jeżeli będziesz przestrzegał reguł. Kłopot z tym sposobem myślenia polega na tym, że twoja prawda może być jedynie interpretacją prawdy, dokonaną przez twojego świętego, a sądy, które przyjąłeś jako autorytatywne, mogą być pomysłami, które twój święty pożyczył od innych.

Moja książka pokaże to jak sądzę, w odniesieniu do Ellen White. A gdyby taka sama ilość informacji była dostępna o świętych w innych grupach, to byłoby to równie prawdziwe w odniesieniu do nich. Cała książka jest o tym, dlaczego nadal chcemy wierzyć w to, w co uwierzyliśmy.

W odysei, którą razem podejmujemy, superhandlarzami będą duchowni, kaznodzieje, wielebni, duszpasterze, którzy otrzymali licencję /od narodu i od państwa/ na to, by oferować swój towar nieświadomym, przeszczepiać swoje lęki bojaźliwym i sprzedawać swoją winę skruszonym. Świętym patronem będzie Ellen Gould White, kanonizowana przywódczyni Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego - która symbolizuje wszystkich świętych z jakiegokolwiek wyznania, poprzez których wierni kształtują swoją koncepcję Boga i dążą do osiągnięcia nieosiągalnego zbawienia przez ułagodzenie świętego lub przez niego samego. Prawdziwi wyznawcy, to ci nieświadomi, bojaźliwi, dręczeni poczuciem winy, przesadnie żarliwi, chcący jak najlepiej, ślepo posłuszni. Nie mając własnej ufności w Bogu, szukają Go poprzez wybranego świętego, który ich zdaniem, ma niezawodny rurociąg do niebiańskich zbiorników.

Zważywszy, że znaczna część prezentowanego materiału wiąże się z "literackim wykorzystaniem cudzych prac", ja także odpisywałem od wszystkich. Bez poczucia wstydu wykorzystałem materiały, które wykradziono, pożyczono czy wprost zabrano z różnych źródeł dostępnych lub uznanych za niezbędne.

Z przyjemnością podziękowałbym tym wszystkim, którzy różnymi sposobami i z różnych źródeł dostarczyli mi materiały, aby czytelnicy sami mogli zobaczyć dowody rzeczowe, poznać naturę i rozmiar adwentystycznego niewinnego kłamstwa. Ale ze względu na charakter tematu jak i stosowane administracyjne i środowiskowe naciski, zarówno na piastowaną funkcję jak i samą osobę, nie mogę wymienić nazwisk tych licznych osób, wobec których mam dług wodzięczności.

Książka ta ma prześledzić narodziny, rozwój i pełny rozkwit niewinnego kłamstwa w adwentyźmie. Nie może ona wyjaśnić wszystkich więzów, które nas krępują, jak Guliwera, w naszej podróży, ponieważ do wielu źródeł informacji dostęp jest nadal niemożliwy. Można jedynie pokazać czytelnikowi ustalone źródła, aby sam mógł zobaczyć to, co jest do zobaczenia. Nie usiłuję pokazać tym, którzy mają oczy a nie chcą wiedzieć, ani krzyczeć do tych, którzy mają uszy, a nie chcą słyszeć. Ale ponieważ mamy zobowiązania wobec przyszłych pokoleń, przedstawienie tych materiałów ma zapalić kaganek w świecie przesądu, strachu i winy.

Może ten płomień, chociaż niewielki, pomoże oświetlić drogę do prawdziwego Świętego wszystkich czasów - Jezusa Chrystusa.

WALTER REA

Przypisy

1. The Ellen White Estate - agencja sprawująca opiekę nad pismami, korespondencją, zapiskami, kazaniami, wycinkami prasowymi, prywatnym księgozbiorem, pamiętnikami i innymi materiałami, powierzonymi po śmierci pani White w 1915 roku. Agencją zarządza Generalna Konferencja Adwentystów Dnia Siódmego z siedzibą w Waszyngtonie D.C.

2. Książką podobną do "Sketches from the Life of Paul" Ellen White jest książka "The Life and Epistoles of the Apostle Paul". Napisana została przez Williama J. Conybeare'a i Johna S. Howsona i wydana po raz pierwszy w Londynie /1851-52/, a później w Nowym Jorku. "Sketches" pani White nie wznawiano od wydania z 1883 r. aż dopiero w roku 1974 ukazał się przedruk faksymilowany w Review and Herald Publishing Association.

3. Alfred Edersheim, "Elisha the Prophet" /London: The Religions Tract Society, 1882/. W Bibliotece Ellen White znajdowało się "nowe wydanie - poprawione" Edersheima.

4. "The Buble History: Old Testament" Edersheima opublikowano najpierw w siedmiu tomach /1876-87/. Wydawnictwo W.B. Edersheim's przedrukowało wydanie z r. 1890 w dwóch tomach /"pełne i nieskrócone"/ w 1949 r.

5. Alfred Edersheim, "The Life and Times of Jesus the Messiah", 5 vol. /London: Longmans, Green and Co., 1883. New York: E.R.Herrik, 1883/.

6. William Hanna, "The Life of Christ" /New York: The American Tract Society, n.d. pref. 1863/. Książkę opublikowano po raz pierwszy w sześciu tomach jako "The Life of Our Lord" i pod tym tytułem znajduje się w bibliotece Ellen White, wpisana w katalogu EGW Estate, Dział Dokumentacji, Nr 884.

7. Douglas Hackelman, "GC Commite Studies Ellen White's Sources" Spectrum 10, nr 4 /marzec 1980/: 9-15.

8. Erick Anderson, i in., "Must the Crisis Continue?", Spectrum 11, nr 3 /luty 1981/: 44-52.

9. John Dart, "Plagiarism Found in Prophet Books", Los Angeles Times /23 października 1980/, str. 1.

10. Vance Packard, "The Status Seekers" /New York: Simon and Schuster, Pocket Books, 1961/. Samm Sinclair Baker, "The Permissible Lie" /Boston: Beacon Press, 1968/. Erick Hoffer, "The True Believer" /New York: Harper and Row, Publishers, Perennial Library, 1951/.

[Wstecz] [Strona Główna] Wizyt: